wtorek, 28 sierpnia 2018

Rozdział piąty


Moim zdaniem można zużyć całą swoją miłość. Moim zdaniem można ją całą zużyć na jedną osobę. Można kochać tak mocno i tak głęboko, że nie zostaje już nic dla nikogo.”

 Wpatrując się w panoramę Ruhpolding przez oszklone ściany pensjonatu, w którym pracuję nie potrafię przestać myśleć o Tobie. To spotkanie we czworo wytrąciło mnie z równowagi. Twoja bliskość zadziałała na mnie tak, jak nie powinna. Mam męża. Ty masz żonę. Dla dobra wszystkich nie powinniśmy się widywać. Już nigdy więcej... Powiedziałam Ci tyle gorzkich słów, wtedy na balkonie, ale wiem, że wiesz, iż miałam rację we wszystkim... Naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego nam to zrobiłeś, ale być może tak właśnie miało być? Może mimo tego, że tak bardzo się kochamy nie jest nam przeznaczone bycie razem? Zresztą... Jesteśmy w związkach małżeńskich z innymi osobami, więc bycie razem w ogóle nie wchodzi w grę. Przez Ciebie, Andi. Zniszczyłeś nas. Mieliśmy tyle planów, marzeń... A wszystko skończyło się wraz z podjęciem przez Ciebie jednej decyzji, która zaważyła na wszystkim. Wybrałeś ją pomimo tego, że kochałeś mnie. Andi, gdzie w tym wszystkim sens? Dlaczego to zrobiłeś? Ze strachu? Bałeś się, że sobie nie poradzimy? Że nie udźwigniemy naszego uczucia na barkach? Przecież... Jeśli ludzie się kochają powinni być razem, a jednak... Jesteśmy idealnym przykładem na to, że miłość nie zawsze wygrywa. Wiedziałam, co robię, gdy przyjmowałam oświadczyny Matsa. Ty wiedziałeś, co robisz, gdy prosiłeś Livię o rękę. Obydwoje wiedzieliśmy, co robimy, gdy składaliśmy przysięgę małżeńską innym osobom... Jestem pewna, że nasza miłość nie umrze nigdy, ale musimy nauczyć się z tym żyć. Wiem, że nigdy, przenigdy nie pokocham Matsa tak, jak kocham Ciebie, ale teraz nie ma to zupełnego znaczenia. Przez Ciebie... Ocknęłam się z transu, gdy zobaczyłam znajomą postać wchodzącą przez obrotowe drzwi. Uśmiechnęłam się ciepło do kobiety pełniącej rolę mojej świadkowej.
Daniela! – wyszłam z recepcji witając się przyjacielskim buziakiem w policzek z dziewczyną Twojego najlepszego przyjaciela. – Tak dobrze Cię widzieć! – Powiedziałam.
Ciebie też, Liso – oznajmiła. – Przepraszam, że wcześniej nie znalazłam czasu, żeby się z Tobą zobaczyć, ale praca pochłonęła mnie tak, że nie wiedziałam w co włożyć ręce... – Zaczęła się tłumaczyć.
Daj spokój, Daniela... Najważniejsze, że jesteś teraz – zaśmiałam się. – Idealnie się złożyło, mam teraz chwilę przerwy...
To wspaniale! Idziemy na kawę i na babskie ploteczki? – zapytała, na co z ochotą pokiwałam głową. Chwilę później przekroczyłyśmy próg jednej z przytulnych kawiarni znajdującej się blisko pensjonatu. Zamówiłyśmy naszą ulubioną i wzięłyśmy do tego po kawałku pysznego owocowego ciasta. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku rozglądając się po wnętrzu kawiarni. – Wanki wspominał mi o tej nieszczęsnej kolacji... – Podjęła patrząc na mnie uważnie.
Tak, to było okropne – potwierdziłam i opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, w międzyczasie popijając z filiżanki gorącą kawę.
Boże... Kochacie się tak bardzo, a nie możecie być ze sobą... Wzięliście ślub z innymi osobami, by zapomnieć... Ale nie udało się. Jak na ironię, wasze uczucie stało się chyba jeszcze mocniejsze...
Chyba masz rację – zaśmiałam się cicho. – Może tak ma już być... Ja mam Matsa, Andreas ma Livię. Taki los zgotowało nam życie i musimy się z tym pogodzić. Chyba nie mamy innego wyjścia... – Powiedziałam w zadumie. – Ale dość o mnie i o Andreasie, opowiadaj co u Ciebie i Wankiego... – Rzekłam obserwując ją z szerokim uśmiechem na twarzy. Daniela opowiedziała mi, co działo się u niej przez ten czas, a gdy mówiła o historiach, w których uczestniczył jej szalony chłopak głośno wybuchałam śmiechem, co jakiś czas zakrywając usta dłonią. Brakowało mi jej i bardzo cieszyłam się z jej odwiedzin. Choć na chwilę oderwałam myśli od Ciebie i od tego całego szajsu związanego z Twoją osobą. Daniela skutecznie poprawiła mi humor, za co dziękowałam jej po tysiąckroć, gdy żegnałyśmy się przed wejściem do pensjonatu. Obiecała mi, że wpadnie najszybciej, jak to będzie możliwe, a ja zrewanżowałam się jej tym samym. Była moją jedyną przyjaciółką. Tęskniłam za nią i cieszyłam się, że w końcu mogłam porozmawiać z nią o wszystkim w cztery oczy. Przez jakiś czas nie myślałam o Tobie. To sukces. Mały, co prawda, ale od czegoś przecież trzeba zacząć...

Noc jest tą porą, kiedy myśli wszystkich ludzi spotykają się, więc może jesteśmy teraz razem?”

 Czekałem na Ciebie w naszym ulubionym parku dzierżąc w dłoni fioletową różę. Spóźniałaś się, a ja zacząłem się obawiać, że nie przyjdziesz... Ale chyba nie zrobiłabyś mi tego? W Twoim głosie wyczułem entuzjazm, gdy proponowałem Ci to spotkanie. Sam byłem nim niemniej podekscytowany. Chciałem Ci coś powiedzieć. Musiałem Ci coś powiedzieć. Odwróciłem się, gdy usłyszałem za sobą kroki. Uśmiechnęłaś się szeroko na mój widok, po czym pocałowałaś mnie delikatnie w policzek. Moje serce oszalało z radości. Ruszyliśmy na przechadzkę rozmawiając beztrosko na wszystkie możliwe tematy. Wiatr rozwiewał Twoje włosy, a Ty uroczo marszczyłaś nos, gdy próbowałaś okiełznać niesforne kosmyki. Kiedy nie udało Ci się za którymś razem zaśmiałem się cicho, przystanąłem przed Tobą i założyłem go za ucho. Podziękowałaś rumieniąc się lekko. Boże, Liso... Co Ty ze mną zrobiłaś? Już od jakiegoś czasu prześladowały mnie Twoje błyszczące oczy, Twój perlisty i wesoły śmiech dźwięczał mi w uszach. Muszę Ci to powiedzieć. Muszę.
Liso... – zacząłem, a Ty spojrzałaś na mnie niepewnie.
Tak? – spytałaś obserwując, jak zmagam się ze sobą.
Chciałem Ci coś wyznać i przy okazji wręczyć różę... – wykrztusiłem podając Ci kwiat.
Dziękuję, jest piękny! – westchnęłaś delektując się jego zapachem.
I nie bez powodu fioletowy... Liso... Fioletowa róża oznacza miłość od pierwszego wejrzenia oraz oczarowanie... – powiedziałem patrząc na Ciebie. Twój oddech przyspieszył. – Liso, chcę Ci powiedzieć, że Cię kocham – Wyznałem nieśmiało.
Och, Andi... – szepnęłaś uśmiechając się do mnie szeroko. – Ja... Ja też Cię kocham – Wyrzekłaś ze zdenerwowania przygryzając dolną wargę. Moje serce zabiło szybciej. Z Twoich pięknych oczu spłynęły łzy, ale nachyliłem się scałowując jedną po drugiej, by w końcu złączyć nasze usta w delikatnym, pełnym miłości pocałunku...

 Wspomnienie dnia, w którym po raz pierwszy wyznaliśmy sobie miłość wróciło do mnie niczym bumerang. Powiedziałem Livii, że muszę załatwić ważną sprawę i wyszedłem z domu. Był już wieczór i nawet jeśli moja żona zdążyła się zdziwić to nie zdążyłem zobaczyć jej reakcji. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do mojego rodzinnego miasta. Wiedziałem, że będziesz sama, Livia wygadała się, że Twój mąż wyjechał w dwudniową delegację. Gdy zaparkowałem samochód pod Waszym domem zakuło mnie w sercu. Uroczy domek z ogródkiem. W górach. Taki, o jakim zawsze marzyłaś... Wysiadłem, wziąłem głęboki oddech i zadzwoniłem do drzwi. Chwilę czekałem, ale w końcu otworzyłaś. Patrzyłaś na mnie ze zdziwieniem nie wiedząc, co powiedzieć, jak się zachować. Niewiele myśląc wszedłem do środka, zamknąłem za nami drzwi i przycisnąłem Twoje drobne ciało do ściany. Chciałaś zaprotestować, ale wtedy zamknąłem Ci usta pocałunkiem. Próbowałaś się bronić, ale pod wpływem intensywności tego doznania w końcu oddałaś pocałunek. Całowaliśmy się do utraty tchu, tak jakby nagle świat miał się skończyć. Tak jakby byłaby to ostatnia rzecz, jaką zrobimy w życiu...


***

Witam!

Któraś z Was spodziewała się takiego obrotu sprawy? ;) Ale skoro Andi ma dziś urodziny to nie mogło się obyć bez jakiegoś prezentu haha :D
Jak myślicie, co będzie dalej, jak dalej potoczą się ich losy...? ;)

Pozdrawiam ;*