wtorek, 7 sierpnia 2018

Rozdział drugi


Nie po to czekałam na Ciebie tyle lat, żeby przez kolejne tyle próbować o Tobie zapomnieć.”

 Delikatnie wyswobodziłam się z uścisku śpiącego obok męża i ostrożnie opuściłam ciepłe łóżko. Nie mogłam zasnąć. Pierwsza noc w nowym mieszkaniu, a ja cały czas myślę o Tobie, Andi. Nie potrafię przestać. To chore. I złe. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale pokusa by przywoływać Twoją twarz we wspomnieniach była silniejsza ode mnie. Cicho stąpając na palcach pchnęłam drzwi prowadzące na taras. Opadłam na bujany fotel i zatraciłam się w widoku gwiazd migoczących na granatowym niebie. Myślałam, że to wszystko będzie łatwiejsze, ale myliłam się. Wzięłam ślub z mężczyzną, którego nie kochałam tylko dlatego, że Ty nie potrafiłeś się zdecydować, w którą stronę chcesz iść. Wiedziałeś, że Cię kocham. Ja wiedziałam, że kochasz mnie. Jednak w naszym przypadku miłość nie wystarczyła. Nie mogłam już dłużej czekać, aż podejmiesz decyzję, wiesz o tym, prawda? Wahałeś się pomiędzy mną, a Livią. Byłeś rozdarty między miłością do mnie, a przywiązaniem do niej. W końcu to drugie wygrało. Przyjęłam oświadczyny Matsa, niedługo później Ty poprosiłeś o rękę Livii... Nawet nie zorientowałam się, że płaczę i drżę z powodu nagromadzonych emocji, dopóki nie poczułam ciepłych, obejmujących mnie ramion.
Wszystko w porządku, kochanie? – usłyszałam przy uchu głos mojego męża. Wyczułam w nim strach.
Tak – odpowiedziałam. – Po prostu... Muszę przywyknąć. – Powiedziałam zdobywając się na lekki uśmiech. Mats odwzajemnił mój gest, po czym odwrócił mnie ku sobie i kciukiem zaczął ocierać moje łzy.
Chyba nie jesteś ze mną nieszczęśliwa, co? – zapytał niepewnie, jakby bał się mojej odpowiedzi.
Zgłupiałeś do reszty – zaśmiałam się skradając pocałunek na jego ustach. – Przecież wiesz, że Cię kocham. – Oznajmiłam wiedząc, że moje serce należy do kogoś zupełnie innego.
Ja też Cię kocham – szepnął biorąc moją dłoń w swoją. Wstałam i ruszyłam za nim w kierunku naszej sypialni. – Jesteś dla mnie wszystkim, Liso... Pamiętaj o tym. – Mruknął kładąc się na swojej połowie.
Ty dla mnie też, Mats... – wychrypiałam walcząc sama ze sobą. Przełknęłam łzy. Andi, jak mam o Tobie zapomnieć? Jak zapomnieć o wszystkich chwilach, które razem spędziliśmy? Jak zapomnieć o pocałunkach, namiętnych nocach? Jak zapomnieć o tym, że Cię kocham...?

Pozwoliłem jej odejść, ponieważ wiedziałem, że stać ją na kogoś lepszego, a teraz, kiedy jej nie ma, zastanawiam się, czy nie trzeba było samemu stać się kimś lepszym.”

 Jak zapomnieć o kimś, kto sprawiał, że nawet najgorszy dzień stawał się lepszy? Jak zapomnieć o kimś, z kim dzieliło się najskrytsze obawy i lęki? Jak zapomnieć o kimś, kto sprawiał, że po burzy wychodziło słońce? Och, Liso... Powiedz mi, jak mam o Tobie zapomnieć? O Twoich oczach patrzących na mnie z miłością? O tym, jak uroczo marszczyłaś nos, gdy coś szło nie po Twojej myśli? Jak zapomnieć o wszystkich kradzionych chwilach? O gorących pocałunkach? O wspólnie spędzonych nocach? O Tobie...? Zrezygnowany pokręciłem głową. Byłem bezsilny wobec atakujących mnie zewsząd wspomnień. Im bardziej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że to wszystko jest tylko i wyłącznie moją winą. Liso, gdybym mógł cofnąć czas... Uwierz mi, nie bałbym się powiedzieć o wszystkim Livii. Wybrałbym Twoją miłość doskonale wiedząc, że Ty również kochasz mnie. Wiem, że w końcu miałaś tego dość. Tego zawieszenia, w którym musiałaś przeze mnie żyć, bo nie potrafiłem podjąć jednej, dojrzałej decyzji. Wiem, że relacja, która nas łączyła nie była łatwa. Nie byliśmy nawet parą, ale to co nas połączyło było tak silne, tak mocne i zarazem tak kruche... Do cholery kochałem Cię przez cały ten czas. Nadal Cię kocham. Wiem, że zachowałem się jak tchórz wybierając Livię ze względu na przywiązanie do jej osoby. Relacja z nią była bezpieczna, a z Tobą było zupełnie inaczej. Byłaś jak wulkan mogący wybuchnąć w każdej chwili, ale właśnie to sprawiło, że tak bardzo do Ciebie lgnąłem. Wiem, że przyjęłaś oświadczyny Matsa, bo nie mogłaś dłużej czekać, aż się zdecyduję. Moment, w którym chwaliłaś mi się przed nosem pierścionkiem zaręczynowym sprawił, że coś we mnie pękło. Naprawdę uwierzyłem, że zrobiłaś to z miłości do niego. Teraz wiem, jak bardzo się pomyliłem. Chciałem się na Tobie zemścić, odegrać, dlatego niewiele później, nie zastanawiając się głębiej nad tym, co robię poprosiłem o rękę Livii. Zgodziła się bez wahania. Przecież nie miała pojęcia o tym, co nas łączy, tak jak nie wiedział o tym Mats... Dobry Boże, jakimi my jesteśmy ludźmi? Krzywdzimy innych, bo nie zdobyliśmy się na szczerość... Och, Liso...
Andreas, kochanie... Co Ty na to, aby zaprosić jutro na kolację Lisę z Matsem? – pytanie zadane przez moją żonę natychmiast przywróciło mnie do bolesnej rzeczywistości.
Słucham? – spytałem głupio. – Dlaczego?
Bo nie widzieliśmy się od czasu naszych ślubów? Bo Mats jest moim znajomym, a Lisa Twoją przyjaciółką? – odpowiedziała pytaniem na pytanie pstrykając mnie w nos.
No nie wiem... – odparłem. Wspólna kolacja? To czysty obłęd.
Pieszczoszku, nie daj się prosić! – zaszczebiotała wesoło. – Korzystajmy z okazji póki możemy... Kiedy powiększy się nam rodzina może być znacznie ciężej. – Dodała, jakby to przesądzało o sprawie. Rodzina. Ja, ona i w przyszłości nasze dzieci... Nie tak to miało być... Nie z nią...
Dobrze – pokiwałem głową na znak zgody. – Skoro to dla Ciebie takie ważne.
Kocham Cię, jesteś najlepszy! – wykrzyknęła z entuzjazmem chwytając za telefon. Kilka sekund później już rozmawiała z Matsem. Twoim mężem. Czy byłaś wtedy w pobliżu? Czy zareagowałaś tak samo jak ja? Czy zdawałaś sobie sprawę, że to skończy się katastrofą?


***

Witam!

Powoli coś się wyjaśnia... Ale bardzo powoli :) Pewnie od czasu do czasu będą pojawiały się tutaj retrospekcje, ale muszę nad tym pomyśleć :)
Czy wspólna kolacja skończy się katastrofą? Tego nie wiem :D A Wy jak myślicie? :D

Pozdrawiam ;*