„Widocznie
życie wolało nas osobno.”
Rozpamiętywałam
dotyk i smak Twoich ust, w ciszy delektowałam się barwą Twojego
głosu i nie dopuszczałam do siebie Twoich słów odnośnie walki o
nas. Nie ma nas, Andreas. Powinieneś zrozumieć to już jakiś czas
temu. Jest Mats. Jest Livia. Nie my. Nie mogłeś tak po prostu
przyjeżdżać do mnie, całować mnie i mówić o wspólnej
przyszłości, która, jak dobrze oboje wiemy nigdy nie nadejdzie.
Nie mogłeś o nas walczyć, bo nie było o kogo. Wiedziałam o
tym. Ty o tym wiedziałeś. Jednak jakaś część mnie ciągle
marzyła o wspólnym życiu, które nigdy nie nadejdzie.
Marzyłam o Tobie w każdej sekundzie istnienia. Marzyłam o naszym
ślubie, o niedzielnych porankach, o naszych dzieciach wskakujących
nam do łóżka. Marzyłam o wspólnym kibicowaniu Tobie. O
zaciskaniu kciuków, o dmuchaniu Ci pod narty, o drżeniu ciała i
niepokoju, gdy zasiadałeś na belce. Czy Livia w pełni
zaakceptowała Twoją pasję? Czy miała podobne marzenia związane
z Twoją osobą? Kochała Cię, podobnie, jak ja. Miała Cię.
Ja nie… Tak bardzo bym chciała, abyśmy w porę porozmawiali ze
sobą szczerze, abyśmy wyznali sobie swoje uczucia… Chciałabym,
abyś nie bał się przyszłości ze mną, chciałabym, abyś wybrał
mnie… Zrozumiałeś to wszystko. Szkoda, że o wiele za późno,
szkoda, że dopiero wtedy, gdy nie mieliśmy już żadnych szans na
szczęśliwe i poukładane życie. Weszłam do pustej i zimnej
sypialni. Wyciągnęłam z dna szafy Twój wyciągnięty podkoszulek
i założyłam go na siebie. Często, kiedy byłam sama robiłam to.
Chciałam być wtedy bliżej Ciebie… Wyobrażałam sobie Twoją
obecność, Twoje oczy, Twój uśmiech, Twój dotyk. Czasami
błądziłam. Wydawało mi się, że naprawdę jesteś. Że jesteś
mój, że jesteś ze mną. Rozczarowanie, gdy uświadamiałam sobie
bolesną prawdę było nie do opisania. Wiedziałam, że życie
marzeniami i chorą iluzją nie przyniesie niczego dobrego. Nie
czułam się swobodnie przy Matsie, coraz trudniej przychodziło mi
oszukiwanie go. Nie zasługiwał na to. Kochał mnie. Pragnął ze
mną tego wszystkiego, czego ja pragnęłam z Tobą. Jednak… Jak
miałam mu to dać? Jak miałam spędzić z nim resztę życia, które
jest oparte na kłamstwie? Jak miałam wychowywać z nim nasze dzieci
marząc o tym, by były Twoje…? Jak, Andi? Znasz odpowiedź na to
pytanie? Potrafisz mi jej udzielić? Potrafisz mi powiedzieć, jak
mam bez Ciebie funkcjonować? Wracasz do mnie w każdym śnie, na
nowo wpadam w Twoją sieć, z której nie potrafię się
wyplątać. Czy kiedykolwiek zdołam się z Ciebie wyleczyć? Czy
zdołam przeboleć fakt, że gdzieś tam żyją nasze dzieci, których
nigdy nie będziemy mieć? Jak zignorować fakt krzyku miłości,
który mnie otacza? Myślisz, że uda mi się wymazać z
pamięci smutne momenty zastępując je tymi naszymi, szczęśliwymi?
Nigdy nie chciałam dopuścić do tego, abyś aż tak bardzo wpłynął
na mnie, na moje życie, na moje myśli, słowa, uczucia… Nie
miałam w planach pokochać Cię aż tak bardzo… Nie miałam tego
w planach… Dźwięk telefonu oderwał mnie od myśli o Tobie.
–
Halo? – spytałam nie patrząc na
wyświetlacz.
–
Lisa? – po drugiej stronie usłyszałam
głos Danieli. – Masz pojęcie, co się stało?
–
Nie… Daniela, proszę Cię, nie strasz
mnie. Coś z Andim?! – spanikowałam.
–
Andreas… Andreas chce rozwieść się z
Livią – powiedziała szeptem, a ja upuściłam telefon. Andi…
Coś Ty najlepszego zrobił?
„Gdybym
miał napisać, jak wygląda świat bez Ciebie, po prostu zostawiłbym
pustą stronę.”
Livia
wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Nie
chciała przyjąć do siebie słów, które przed chwilą
wypowiedziałem. Jednak zrobiłem to. Odważyłem się. Wiem, że
spóźniłem się w czasie o nasze śluby, ale nie mogłem żyć bez
Ciebie, Liso. Rozumiesz to, prawda? Na pewno. Przecież Ty również
nie możesz funkcjonować beze mnie. Jeszcze będziemy razem,
obiecuję Ci to.
–
Andreas… Nie rozumiem… Dlaczego? –
wyszeptała ze łzami w oczach. – Przecież niedawno wzięliśmy
ślub, wydawało mi się, że wszystko jest między nami w porządku,
że się kochamy. Coś zrobiłam? Coś przeoczyłam? – Zastanawiała
się na głos, a ja czułem się, jak najgorszy człowiek na ziemi.
Krzywdziłem ją, by zdobyć własne szczęście.
–
Nie, Livio… Ty nic nie zrobiłaś –
westchnęłam. – To wszystko moja wina. Od samego początku.
–
Andi, nie rozumiem Cię. Możesz mówić
jaśniej? Skąd ten pomysł z rozwodem, do cholery? Dlaczego…?
–
Livia… Nie kocham Cię. Nigdy Cię nie
kochałem i nigdy Cię nie pokocham – wyznałem czując do siebie
obrzydzenie. Wyjawiłem jej najgorszą z możliwych prawd. Niemal
czułem ból jej serca, gdy moje słowa w końcu do niej dotarły.
–
Nie kochasz mnie…? Nigdy mnie nie
kochałeś…? Więc, dlaczego mi się oświadczyłeś? Dlaczego
wziąłeś ze mną ślub…?
–
Nie mogę… Nie jestem w stanie Ci tego
powiedzieć. Znienawidzisz mnie do końca życia i nie będę
Cię za to winił.
–
Ta decyzja należy do mnie! – krzyknęła
podejmując walkę. – Chcę wiedzieć…
Po
wzięciu głębokiego oddechu wyznałem jej całą prawdę. O mnie. O
Tobie, Liso. O nas. O naszej miłości, o moim błędzie, który
zaważył na wszystkim. Gdy skończyłem spojrzałem na jej twarz. W
jej oczach widziałem łzy oraz furię. Miała do tego prawo. Miała
prawo do wszystkiego.
–
Livia…
–
Oboje jesteście podłymi i zakłamanymi
ludźmi, którzy ranią innych! – wrzasnęła wymierzając mi
policzek. – Andreas… Zabawiłeś się mną w najgorszy z
możliwych sposobów, wziąłeś ze mną ślub obiecując gruszki na
wierzbie, podczas gdy cały czas kochałeś Lisę. Przez tyle lat
naszego związku żyłam w kłamstwie… Zdradzałeś mnie,
oszukiwałeś, zadałeś ból, po którym się nie podniosę…
Kocham Cię, a Ty… Jesteś skurwysynem bez serca. Myślisz, że
wyznanie prawdy wszystko załatwi? Myślisz, że gdy polecisz do
Lisy, aby powiedzieć jej, że zażądałeś rozwodu to przyjmie Cię
z otwartymi ramionami? Pomyślałeś o Matsie? Pomyślałeś o tym,
że Lisa może nie będzie chciała rozwodu, aby go nie ranić? Czy
do cholerny jasnej nie mogliście pomyśleć wcześniej, zanim
zrujnowaliście nam życie?!
–
Livia, ja… Nie mam nic na swoje
usprawiedliwienie. Żałuję tego, co się stało. Żałuję, że tak
z Tobą postąpiłem. Nie zasługujesz na to. Nigdy nie zasługiwałaś.
Lisa również cierpi przeze mnie i przez moje niezdecydowanie. To
wszystko jest wyłącznie tylko moją winą, żadnej z Was. Jednak…
To Lisę kocham ponad życie, ponad wszystko. Livia, tak bardzo Cię
przepraszam… – powiedziałem czując się tak, jakbym tracił
grunt pod nogami.
–
Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć, nie
mam ochoty z Tobą rozmawiać, nie mam ochoty przebywać z Tobą w
jednym pomieszczeniu po tym wszystkim… W jednej chwili tak wiele
straciłeś w moich oczach. Jesteś zerem, Andreas – oznajmiła
ściągając z palca złotą obrączkę. – Chcesz rozwodu, proszę
bardzo. Dostaniesz go. Nie będę na siłę zatrzymywała przy sobie
mężczyzny, który mnie nie kocha. Walka o Ciebie nie ma sensu.
Nigdy nie miała. Nie wiem, czy mam Ci dziękować za to, że w końcu
po tylu latach dotarło do mnie, jak wielką idiotką byłam…
Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Jak mogłam pokochać kogoś
takiego, jak Ty? – Mówiąc to wyszła z mieszkania nie spojrzawszy
na mnie. Nie umiałem na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem, jak
ktokolwiek mógł mnie pokochać, bo ja w tej chwili nienawidziłem
samego siebie.
–
Wellinger, czy Ty upadłeś na głowę? – spytał mój niezawodny
przyjaciel popijając piwo. – Jak mogłeś wyjawić Livii
absolutnie całą prawdę?
–
Nie wiem, Wanki! – krzyknąłem. –
Musiałem jej to powiedzieć, musiałem zażądać rozwodu… Kocham
Lisę, do cholery.
–
Wiem o tym! Wiem, że zawsze ją
kochałeś, nawet wtedy, gdy jako Twój świadek musiałem patrzeć,
jak rujnujesz sobie życie. Wiem, że ona kocha Ciebie, ale myślisz,
że postąpi tak samo, jak Ty? Że wyjawi Matsowi prawdę, że
skrzywdzi go tak bardzo, jak Ty skrzywdziłeś Livię? To tak nie
działa! Andi, zadziałałeś impulsywnie, w ogóle tego nie
przemyślałeś. Jak chcesz powiedzieć Lisie o tym wszystkim? Jak w
ogóle możesz stawiać ją w takiej sytuacji?
–
Do cholery, Wanki! Jesteś moim
przyjacielem, czy nie?
–
Jestem, ale to nie oznacza, że będę
pochwalał każdą Twoją decyzję. Zwłaszcza tak idiotyczną, jak
ta. Nie rozumiem Cię. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego po Waszych
ślubach? Dlaczego nie wcześniej?
–
Bo byłem cholernym tchórzem, który bał
się wspólnej przyszłości z Lisą mimo że pragnąłem jej od
zawsze… Kiedy zrozumiałem, co zrobiłem ona machała mi przed
nosem pierścionkiem zaręczynowym. Myślałem wtedy, że naprawdę
pokochała Matsa, dlatego niewiele myśląc oświadczyłem się
Livii. Później dotarło do mnie, co zrobiłem. Dotarło o
wiele za późno…
–
Andi, niestety nie jestem w stanie Ci
pomóc… – westchnął bezradnie. – Zostawię Cię teraz, musisz
pobyć z tym sam – Oznajmił i wyszedł pozostawiając mnie z
wszechogarniającą pustką.
Już
od kilku godzin siedziałem w pustym mieszkaniu wpatrując się w
ścianę. Livia zapewne udała się do rodziców, a ja nie miałem
odwagi, by chociaż do niej zadzwonić i zapytać, jak się
czuje. Ale, jak może czuć się osoba, która dowiedziała się
takich parszywych rzeczy od swojego męża i o swoim mężu? Liso…
Kto udzieli nam wskazówek, jak mamy żyć? Kto, jeśli nie my sami
poradzimy sobie z otaczającą nas rzeczywistością? Dzwonek do
drzwi oderwał mnie od myślenia o Tobie. Nie wiedziałem, kogo się
spodziewać… A na pewno nie spodziewałem się, że ujrzę Ciebie,
Liso. Stałaś przede mną. Łzy spływały Ci po twarzy, a Ty
patrzyłaś na mnie z cierpieniem w oczach. Wstrzymałem oddech
czekając na Twój ruch.
–
Nie rozwiodę się z Matsem, Andreas. Nie
zostawię swojego męża dla Twojego widzimisię.
***
Witam!
Cześć, skoki <3
Mam nadzieję, że wraz z rozpoczęciem nowego sezonu zimowego wena wróci mi całkowicie :)
Powolutku zbliżamy się do końca... :) W związku z tym, jak myślicie, jak dalej potoczą się losy Lisy i Andiego? ^^
Pozdrawiam ;*